Chrzest, błogosławieństwo czy nadanie imienia?
W Polsce chrzest w kościele katolickim jest wciąż formą oczywistą dla większości rodzin. Ale liczba chrztów spada od lat, a obok niej pojawiają się inne formy: nabożeństwo błogosławieństwa w kościołach ewangelikalnych i świecka uroczystość nadania imienia. Roczne dane o chrztach publikuje Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego; my podajemy tu kierunek, nie liczbę, żeby nie powoływać się na cyfrę, której nie sprawdziliśmy sami.
Efekt jest taki, że zaproszenie na uroczystość nie mówi już samo z siebie, co się wydarzy. Coraz częściej ktoś siedzi z tyłu i nie wie do końca, na co przyszedł.
Ten tekst zestawia te formy obok siebie. Nie po to, żeby powiedzieć, która jest właściwa, tylko żebyś wiedziała, gdzie siedzisz.

Chrzest
Przy chrzcie w kościele katolickim obok rodziców stają chrzestni. Pyta się ich o to wcześniej, a w dniu uroczystości mówią „tak” na głos: obiecują pomóc wychować dziecko w wierze. W wielu rodzinach jest to zarazem rola społeczna, która trwa dużo dłużej niż sama msza, niezależnie od tego, jak potem wygląda czyjeś chodzenie do kościoła.
Ksiądz polewa głowę dziecka wodą, wymawiając jego imię. Zależnie od tradycji dochodzi do tego namaszczenie olejem, biała szata i świeca zapalona od paschału. Ta świeca wraca potem do domu, a w niektórych rodzinach zapala się ją jeszcze po latach, w urodziny.
Co robisz jako gość: zwykle nic szczególnego. Wstajesz, kiedy wszyscy wstają, i milczysz, kiedy jest cicho. Przebieg bywa różny w różnych parafiach, więc patrz na ludzi wokół.
Gdzie rozkłada się akcent
Nie każdy chrzest jest o tym samym. W części tradycji ciężar leży na przymierzu i obietnicy: rodzice mówią na głos, że zamierzają wychować to dziecko w wierze, a zgromadzenie jest pytane, czy podejmie za to współodpowiedzialność. Zwykle cały kościół odpowiada wtedy razem.
Chrzestni nie zawsze są formalnym wymogiem. Niektóre wspólnoty mają zamiast nich świadków, inne nie mają ani jednych, ani drugich. Zawsze jest natomiast moment, w którym imię dziecka zostaje odczytane przy wszystkich. W wielu kościołach to najcichsza minuta całego nabożeństwa.
Błogosławieństwo: bez wody, ale z modlitwą
W kościołach baptystycznych i w wielu wspólnotach ewangelikalnych niemowląt się nie chrzci. Myśl jest taka, że chrzest to wybór, którego dokonuje się samemu, więc czeka on, aż dziecko będzie dość duże, żeby wiedzieć, co robi. Ten chrzest następuje później, przez zanurzenie, po osobistym wyznaniu wiary.
W niemowlęctwie odbywa się natomiast błogosławieństwo albo modlitwa nad dzieckiem. Rodzice stają z przodu z maluchem, kładzie się ręce na małej głowie i modli.
To jest dokładnie ten punkt, w którym łatwo o wpadkę, jeśli się nie wie. Kartka z napisem „gratulacje z okazji chrztu” albo prezent z chrzcielnicą trafia tu nie tak, choćby był w najlepszej wierze. To nie jest ta sama uroczystość.

Nadanie imienia bez kościoła
Jest jeszcze czwarta forma i przybywa jej: świecka uroczystość nadania imienia, bez treści religijnych. Często w domu albo w wynajętej sali, z prowadzącym albo po prostu z rodzicem, który zabiera głos. Niektóre rodziny wyznaczają dwie osoby do roli przypominającej chrzestnych.
Nic w tym formacie nie jest z góry ustalone i właśnie to bywa mylące: dostajesz zaproszenie i nie wiesz, czy będą przemowy, czy czegoś się od Ciebie oczekuje, czy przychodzisz po prostu zjeść. Można spokojnie zapytać. To dużo mniej niezręczne niż zgadywanie.
Co łączy wszystkie te formy
We wszystkich dzieje się jedna i ta sama rzecz: imię dziecka zostaje wypowiedziane na głos, przed grupą ludzi, którzy się dla tego zebrali. Nad chrzcielnicą czy przy stole w wynajętej sali - dla tego momentu nie ma to znaczenia.
Co ciekawe, dziecko nic z tego nie zauważa. Trzymiesięczny maluch nie zapamięta z tego dnia nic. Uroczystość jest tak naprawdę dla wszystkich pozostałych: mówią na głos, że to dziecko należy do nich i że jego imię będzie wymawiane i pamiętane.
Przy własnych dzieciach uderzyło mnie, jak długo to zostaje. Nie w nich, tylko w nas: wciąż dokładnie wiesz, kto gdzie stał, kto się spóźnił i kto się rozpłakał, choć wcale się tego nie spodziewałaś.
Kiedy duża uroczystość nie pasuje
Nie każda rodzina tego chce i nie jest to żadna wada. Gdy rodzice nie są wierzący, a dziadkowie są, chrzest potrafi się zamienić w kompromis, z którego nikt się nie cieszy. Mały moment w domu, tylko z tymi, którzy naprawdę tam pasują, jest uczciwszy niż uroczystość, na której połowa sali czuje się nieswojo.
A jeśli nie masz pewności, nie ma powodu decydować w ciągu roku. Niektóre rodziny czekają, aż dziecko samo będzie mogło wziąć w tym udział, i to też jest dobra odpowiedź.

Co dać w prezencie
Srebrne sztućce i konto oszczędnościowe to przyzwoite prezenty, ale po latach nic nie mówią o samym dniu. Coś, co mówi: list do dziecka, napisany tego dnia i do otwarcia w osiemnaste urodziny. Nic nie kosztuje, a prawie zawsze jest tym prezentem, który przetrwa. Świeca z datą działa tak samo.
Jeśli chcesz coś, co dziecko samo później przeczyta, żeby dowiedzieć się, kto tam był, możesz zamówić książkę o tym dniu, z jego imieniem przewijającym się przez całą historię. Jak działa personalizacja, opisujemy na stronie o książce z imieniem. A jeśli szukasz czegoś na sam początek, tuż po narodzinach, zobacz, co czyni prezent na narodziny wyjątkowym.
Ostatecznie nie ma znaczenia, którą z tych form wybierzecie. Sprowadza się to do jednego gestu, który mają wspólny: ktoś wymawia imię na głos, a pełen ludzi pokój je słyszy. O to w tym wszystkim chodzi, i działa to przy kuchennym stole tak samo dobrze jak w kościele.